Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2017

Take me to the downtown...

Tu wszystko jest jak zaczarowane, nawet w 'małym' mieście.
Wpierw trzeba było coś zjeść- ah te knajpy na przedmieściach.



System zamówień? Ciekawy, te zaznaczanie ołówkiem pozycji
Ceny? Warszawskie ot i tyle. Jadło zacne ale to nie przedmiot tego posta.
Gdy już brzuch napełniony pora na zwiedzanie krainy snów (na prawdę jest jakiś american dream? Kto chce to śnić? Jak może china dream).



Gdy lekkie zmęczenie ogarnęło
Wybrać na deser trza było.
Bardzo drogi, bardzo uroczy ale tylko erazack nie czekolada w haagen dazs. Trochę smuteczek że firma o takiej renomie sprzedaje produkt czekolado podobny za taka cenę.
Oczywiście nie obeszło się również bez Starbucksa po drodze- soczek mango & brzoskwinka? Mniami :)

czwartek, 2 lutego 2017

Najdziwniejszy podryw życia

Miałam pisać o wielu innych rzeczach ale wieczorna sytuacja wprawiła mnie w konsternację, a Donga zarumieniła.
Bo ilu dziewczynom zdarzyło się, że jak szły z przedstawicielem płci przeciwnej to inny gościu wypytywał się o nie?
Szliśmy sobie spokojnie do samochodu gdy jakiś mężczyzna zaczepił Donga. I widać, że zadaje pytania patrząc na mnie. Zrozumiałam, Dong odpowiada mu, żen z Polski. Pan niezrażony dalej zagaja rozmowę patrząc na mnie w bardzo jednoznaczny sposób- nawet nie ukrywając zainteresowania. Najchętniej poszedł by z nami. Donguś na moje usilne prośby o dokładniejsze tłumaczenie delikatnie, z rumieńcem na twarzy stwierdził, że nieznajomy zadawał duuzo pytań i że dziwił się co 'gość' (czytaj. nie Azjata- obcy) robi tu w czasie nowego roku i że myślał, że tu mieszkam i że tak ładny 'gość' (tu mój rozmówca prawie spalił się z zawstydzenia), aż ciekawa byłam czy o numer też pytał patrząc jak mnie odebrał pożerał wzrokiem lustrując od stóp do głów.
Widząc rumieńce biednego D. śmiejąc się zapytałam wprost, czy gościu chciał wiedzieć czy jest moim facetem. Dong prawie zapadł się w tym momencie pod ziemię i przyduszonym głosem z już nie rumieńcem, a rakiem na twarzy odp. tak.

Kobiece sprawy

Panów uprasza się o pominięcie tego tekstu gdyż porusza czysto damskie problemy.

Jak już wcześniej wspominałam tutaj w większości knajp nie ma toalet, niby dostęp do publicznych przybytków jest łatwy i darmowy ale i tak pozostawia dyskomfort.
Problem zaczyna się w TE DNI. Potrzebuje toalety a akurat nigdzie nie ma publicznej bądź kolejka na kilometr! Większość kawiarni nie pomoże.
Gdy już się uda dostać do toalety na 90% będzie to 'narciarz' (mój koszmar dzieciństwa- w pieczarkach potrafiłam specjalnie schodzić z górki do normalnej toalety). Na prawdę nie wiem, kto wymyślił, że jest to bardziej higieniczne. Takie toalety tutaj zazwyczaj wyglądają gorzej, papier i pozostałości kobiecych problemów walają się po ziemi, trafienie do celu wielu paniom sprawia problemy- generalnie koszmar.
Jest to dla nas bardzo niekomfortowa sytuacja i bardzo doskwierająca. Dla mnie kwestia kładąca cień na cudowność chin- ja teraz potencjalne znajome z chin chyba po toaletach bym oprowadzała :P

Jestem szczupła?

Trochę to absurdalne ale musiałam pojechać aż na drugi koniec świata aby poczuć się szczupło
Do tego w rejon w którym powinnam mieć odwrotne odczucia.
Więc~
Chinki nie są wcale tak bardzo szczupłe ba powiedziałabym, że 70% jest gruba, a 15% zdeczka pulchna. Ok prawdopodobnie część z nich nosi mniejsze rozmiary niż europejki ale bardziej z powodu wzrostu niż braku tuszy. Inaczej wygląda rozmiar 32 przy wzroście 160 cm, a inaczej przy 170 cm.
Tylko ze ten wzrost tez trochę przereklamowany. Ok większość dziewczyn jest tu niższa ode mnie ale też bez przesady nie aż tak strasznie i dużo bardziej niż w Europie. Zwłaszcza ze sporo kobiet ma tu koło tego 170 i wcale rzadkością nie są wyższe. Tak jak i nas należę do wyższej połowy ale bywa sporo dużo wyższych dziewczyn ode mnie. Przeciętny chłopak jest wyższy niż ja i ma ok 173-175 cm ale widziałam i ok 190 cm. Tak jest też spora grupa niższych ale still~ not so much.
Wracając do rozmiarów w większości wypadków mieszczę się tutaj normalnie w rozmiar S tylko jest na mnie często za krótki- tak jakby rozmiar szedł wzrostem nie szerokością. Wyjaśnia to czemu w Azji tak bardzo lansowane są za duże ubrania wyglądające jak worki ^^ oraz czemu na Ali sprzedawcy olewają większość wymiarów i patrzą tylko na wzrost.

środa, 1 lutego 2017

Be famouse

Kojarzycie filmik Yuty jak udaje 'sławnego' tenisiste w Polsce? Nie byłabym sobą gdybym też się nie pobawiła
Jako ze nie prowadzę vloga, zabawa w nagrywanie filmików była by bezsensu, a i średnio by mnie bawiła, pozwoliłam sobie na swoją wersję zabawy.
Więc moi mili, głowa do góry, znudzony uśmiech na twarz i patrzcie na wszystkich ze nudzona obojętnością i przechadzając się modelkowatym krokiem
3, 2, 1
Start
Młode dziewczyny zaczynają pokazywać cię ręką, i chichotać, potem robić ci zdjęcia z ukrycia by w końcu podbiegać do ciebie na beszczela i strzelać selfie :)
Część cię zapyta czy może z tobą zdjęcie, a ty znudzonym głosem odpowiadasz tak. Na pytania gdzie wystąpiłaś wymyślasz tytuł to się nawet znajdzie ktoś kto powie, że 'aaa, widziałem'.
Tylko troszkę męcząca ta zabawa.  

Nie lubisz merca? Weźmiemy porsche!

Po spacerku w górach i jeździe busikiem, czułam się tak fatalnie że chciałam umrzeć, dopiero po 2 godzinach byłam ledwo wstanie zjeść tylko ryż z bambusem, a czekał nas jeszcze powrót do Hangzhou. Ja na prawdę źle znoszę jazdę mercedesami i zwyczajnie ich nie lubię, dlatego zostałam zapakowana do samochodu taty Donga tak bym jak najbardziej czuła się komfortowo podczas jazdy.

Otaczały mnie takie widoczki.

Sądząc bezpiecznie w dużym samochodzie nie straszne mi były nawet takie widoczki- tutaj codzienność że kierowca nagle wysiada coś sprawdzić na środku drogi.
Dlatego tutaj duży samochód jest podstawą :)


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Na obcasach w górach

Gór dzień drugi.
Jako że wczoraj nie było wjazdu na szlak do drugiej świątyni, ja mam obcasy, a Dong słabą kondycję dziś znów pojechaliśmy do parku.
Jazda busem na górę okazała się dla mnie koszmarem, wysiadłam słaniając się na nogach.  Gdy już udało mi się wypłynąć (trasa jest zabójcza, a kierowcy jeżdżą jak w Bułgarii- marudy pamiętacie naszą jazdę dostawczakiem? Część w zamrażalniku, ja z Nat z przodu na jednym fotelu, a gościu pędzi po zawiasach z przepaściami? 
To była cywilizacja ^_^ )
Uderzył mnie w nozdrza smród jedzenia (akurat tego za którym tu nie przepadam i nawet normalnie średnio mi zapach pasuje.
Na drżących nogach musiałam się zbliżyć do tego jedzenia bo obok było wejście, a Dong jeszcze mnie pyta czy może chcę?
Niezbyt widząc co się obok mnie dzieje przechodzę przez bramkę, a tam gościu Nihua (nie wiem czy dobra transkrypcja- generalnie 'hello' ) nie ogarnęłam że to do mnie, a zniecierpliwiony Dong że mówi mi cześć wiec ja słabo się uśmiechając pomachałam, a tamten OK! I palec w górę i masa porad jak iść i na co zwrócić uwagę.
W końcu weszliśmy.
I~Widok piękny nawet z moim żołądkiem musiałam go docenić.
Spokojna ścieżka drewniano kamienna (więcej zdjęć z aparatu po powrocie) dzieci biegają dookoła, spokojni mnisi, nic nie zapowiadało późniejszego dramatu- przypominam jestem na niskich bo niskich ale obcasach.

W pewnym momencie dotarliśmy do kamiennych schodów idących bardzo ostro w dół. (Jak zawsze zdjęcia tego nie oddają- to samo było w Bułgarii przez co Andrzej bagatelizował mój stres związany z naszą wyprawą do Ropotamo- tu też kiedyś wrócę)
I były by w porządku gdyby nie moje buciki.
Tylko, że jak na mnie to byłaby za spokojna wyprawa. Muszę w końcu na każdym wyjeździe mieć choć jedną przygodę związana że zwiedzaniem mrożącą MOJĄ krew w żyłach.
Okazało się że to nie koniec 'przyjemności'. Po chwilce oddechu przyszła pora na popękane starte 'schodki' w górę gdzie zwyczajnie czasem nie miałam jak stanąć. Dodawszy do tego moje kolana? Jakbym źle stanęła? nie byłoby za ciekawie. O tym że poślizgnąć się i zlecić też tam trudno nie było- przez większość drogi zero zabezpieczeń. Ba co ciekawe, barierki były raczej przy tych 'milszych' częściach schodków.
W końcu dotarliśmy do chwili odpoczynku.
Miejsca z życzeniami na drewnianych liściach gynko. Roślina ta ma tutaj znaczenie ochronne, przy starym drzewie można powiesić tabliczkę z prośbą o ochronę kogoś lub czegoś.
Po dzisiejszym dniu już nikt mi nie wmówi, że Chińczycy to interesowny naród i nic nie robią bez interesownie. Gdy zbieraliśmy siły do dalszej drogi- ja mentalne, a Dong kondycyjne (szybciej wchodziłam w swoich kozaczkach niż on w normalnych butach). Jakaś Chinka (notabene równie nienormalna jak ja bo wchodząca wprawdzie w trampkach ale na koturnie!). Dała nam po butelce wody mimo, że miała zapasy dla rodziny- dziadkowie i mały syn, które na pewno by jej się przydały.
I tak dotarliśmy do dużo skromniejszej ale i starszej świątyni gdzie przemiły pan niemal rozłożył tą świątynię dla mnie na części i jeszcze opowiedział jej historię- niestety miałam bardzo słabego tłumacza :P
Środek- nikt nie dba o symetrie

Specjalnie dla mnie złożono te 2 części po 4 postacie. I opowiedziało ich legendę której niestety całej nie zrozumiałam :(
W każdym razie te drzwi przyszły tu wraz z założycielem świątyni i mają 200? albo 2000 lat (ale to drugie wydaje mi się za długie- z drugiej strony to perspektywa Chin, tu 2 tysiące lat aż takiego wrażenia jak u nas nie robi
Przemiły pan tłumaczył coś jeszcze na mapie o systemie świątyń w okolicy. Na powyższym zdjęciu pokazuje gdzie jesteśmy.
A tu byliśmy wczoraj.


Niestety trzeba było już wracać. Bo gospodyni dzwoniła z pytaniem kiedy będziemy na posiłku, a szkoda bo było cieplutko (tylko w sweterku, z +17 stopni, tak wiem w Polsce - 15)
Doszliśmy do bramy mijając starą herbaciarnie- niestety zamkniętą- nowy rok. I znów trafiając w opary jedzenia.
Dong oczywiście z pytaniem czy chcę, ja wiedząc jaki czeka mnie powrót powiedziałam definitywne NIE. Niestety on postanowił sobie kupić i otoczyć wszystko tym 'zapachem'
Droga powrotna okazała się przez to dużo gorsza.
Ledwo dotrwałam do końca. Gdy wysiadłam bardzo potrzebowałam tej wody.
Biedny znajomy nie wiedział co ze mną zrobić, próbował poklepać mnie po plecach ale to nie był najlepszy pomysł. Jakiś uczynny pan postanowił nam pomóc i zabrać mnie w spokojne miejsce gdzie mogłabym usiąść. Próbowali przekonać mnie do łazienki ale wolałam świeże, czyste powietrze.
Z każdym dniem coraz bardziej uwielbiam ten kraj. Jest piękny i ma mega pomocnych, miłych mieszkańców.


Kontrasty

Aby nie było ze piszę same superlatywy widziane przez różowe okulary teraz trochę marudzenia.
Kawałek Chin który widziałam i widzę jest totalną mieszanką wszystkiego. Koło super nowoczesnego budynku będą stać domek w stylu angielskim i blok rodem z prlu z bielizną wywieszona wszędzie.
Znajdziesz tu blokowisko typu dosłownie blok na bloku, wielkie połacie niczego i tereny pięknej zieleni (zimą!)
Na obskurne osiedle będzie prowadzić cudowna kamienna brama

Z obdrapanego garażu wyjedzie najnowsza lśniąca bmka, a w pięknej galerii będą ohydne łazienki (coś co doprowadza mnie do rozpaczy- każdy kto mnie zna wie że mam w tym względzie pewne spaczenia)


niedziela, 29 stycznia 2017

Księżniczka Disney'a

Długo zbierałam się do tego posta i na pewno po powrocie napiszę więcej o tym Disneylandzie. Na początku czułam się lekko nim zawiedziona i wciąż gdybym miała tylko 1 dzień i musiałabym wybrać Disneyland czy Wieża nie zastanawiałabym się nawet tylko wybrała Wieżę .Jeśli chcesz tu przyjechać i zobaczyć Disneyland nawet nie baw się w 1 dniowy bilet kolejki są dłuższe niż pod Paryżem. Druga sprawa- ten Disneyland ma zupełnie inny charakter. Tutaj przychodzi się na spacer z rodziną bądź na dłuższą randkę miło spędzić czas. To jest olbrzymi teren ale nie tak napakowany atrakcjami jak we Francji. Druga kwestia jeśli chcesz skorzystać ze wszystkich atrakcji zaopatrz się w bilety szybszego wejścia- to na prawdę pomaga- przetestowałam na pokoju Kubusia Puchatka.
Co ciekawe przy całej tej komercji sprzedaż nie jest aż tak nachalnie odczuwalna jak w europejskich parkach np kwestia zdjęć robionych podczas jeżdżenia wagonikami.
Atrakcje które widziałam (Marg będzie coś specjalnie dla Ciebie) opiszę w innym poście tu bardziej chce się podzielić odczuciami.
Oraz opisać kwestie bardziej 'formalne'.

Zacznijmy od początku

Jak to w moim wypadku normalne nie obyło się bez problemów.
Gdy wysiadasz z metra używając jednorazowego bilety (jak pamiętacie zgubiłam swój dzienny) musisz go zostawić w bramce tylko, żadna bramka nie chciała przyjąć mojego i mnie wypuścić przez co musiałam wyjść wyjściem dla inwalidów (wypuszczona przez obsługę- na szczęście takowa była co nie jest oczywiste)
Po wejściu jest prosta droga do bramek- park otwiera się o 8? Muszę to sprawdzić :p bo nie jestem pewna ^^ ale pamiętaj by być wcześniej! Bo i tak będziesz długo czekać w kolejce która jest dopiero do kas biletowych

Gdy już udało Ci się przejść przez pierwsze wejście, zostać ze zeskanowanym (w chinach co pięć minut będziesz skanowany i sprawdzany. Tutaj sa totalnie walnięci na punkcie bezpieczeństwa i przecież to Francji wina że ciągle na zamachy bo nikt nie dba o bezpieczeństwo.
Nie ciesz się. Teraz masz do wyboru albo iść do kasy kupić bilety albo stanąć w kolejnej kolejce tym razem już do parku gdzie będziesz pokazywał bilet- jeśli kupiłaś go przez telefon dostaniesz wersję papierową- będzie potrzebna potem więc lepiej jej nie zgub.
Przez cały ten czas w tej masie ludzi nie widziałam ani jednej 'białej osoby'
Przeszedłeś przez bramę?
Gratuluję jesteś po drugiej stronie lustra.




Przez większość czasu zabawy w Disneylandzie robiłam za atrakcje turystyczną równą reszcie. Dzieci zaczepiały mnie i uważał za jedną z księżniczek (w końcu nią jestem prawda? ;* )
Nie było to nachalne i właściwie następowało dopiero gdy ktoś zobaczył mogę oczy ale po całym dniu było lekko męczące.
Choć jeśli będę mogła odwiedzić to miejsce jeszcze raz w cieplejszym okresie myślę że ubiorę się ładnie i pobawię w robienie za atrakcję (zwłaszcza że nie byłam na żadnym z większych rollercoaster'ów z powodu za krótkiego czasu i chłodu - jeden z 2 najciekawszych jest wodny wiec dalsza zabawa nie należałaby do najprzyjemniejszych.
I tak tutaj spotkałam parę osób o zachodnich rysach twarzy ale fakt raczej ciemno włosach i ciemnookich Włochów itp. choć i rudy angol się trafił ;)
Aby było zabawniej duża część spotkanych tu 'białych' była postaciami Disney'a co również wyjaśnia trochę reakcję dzieci na mój widok.

Cały Disneyland zachowuje chiński charakter co niewątpliwie jest jego największym atutem i sprawia ze jest niepowtarzalny.
Spędziłam tu cały dzień od otwarcia do zamknięcia i ani przez chwilę się nie nudziłam. No może poza staniem w długich kolejkach. Tu bardzo pomaga bilet na telefonie od razu dostaje się interaktywną mapkę na której jest zaznaczane ile czasu czeka się do danej atrakcji, o której będzie otwarta (niektóre są tylko o określonych godzinach) i kiedy będą dostępne bilety szybszego wejścia- jak już wspomniałam mi udało się skorzystać z szybszego biletu na Kubusia, który jest otwierany tylko o określonych godzinach (przynajmniej na szybkich biletach- bo nie do końca zrozumiałam czy na zwykłych też)
W tym Disneylandzie parady są codziennie i jak byłam były dwie ale niestety widziałam tylko jedną, a pod koniec dnia jest niesamowity pokaz fajerwerków, który sam w sobie zasługuje na cały oddzielny tekst i na prawdę warto na niego zostać. Ja już prawdopodobnie nigdy nie spojrzę tak samo na fajerwerkowe show. Sylwestry czy Światełko do nieba przy tym to dziecinna zabawka.